środa, 17 sierpnia 2016

Miejski Wojownik

Opel Corsa- współczesny mieszczuch


Warto zastanowić się jaki powinien być idealny samochód miejski. Przede wszystkim mały, aby łatwo można było w miejskiej dżungli wpasować się w odrobinę miejsca między dwiema furgonetkami przed naszym ulubionym sklepem. Jednak nie może być zbyt mały, ponieważ to zwyczajnie niewygodne kiedy po krótkiej przejażdżce nasze nogi przypominają nogi kopanego przez 90 min przez rywali piłkarza. Stąd nie powinien dziwić nowy trend wśród producentów samochodów, a mianowicie powiększanie małych do średnio-małych rozmiarów. Tak było właśnie w przypadku Opla Corsy. Auto zdecydowanie urosło, w połączeniu z kubełkowymi fotelami i obszytą skórą kierownicą, otrzymujemy małą niszę, w której możemy poczuć się bardzo komfortowo. A jednocześnie nadal wybierzemy ten samochód na zakupy w okupowanym centrum handlowym.
Miasto ma wiele zalet, ale największa jego zaleta to możliwość ucieczki. Często lubimy od czasu do czasu wyrwać się z miejskiego pędu, na spokojną prowincję. W takiej sytuacji, nasze miejskie autka, czują się jak nowi uczniowie gimnazjum czy liceum na początku roku szkolnego…zagubieni. Moc, która w mieście wystarczała do wyprzedzenia rowerzysty, zdaje się chować i cichutko szlochać w kącie na trasie. Inaczej jest z nowym Oplem Corsą. Nawet mały silinik 1.4 o mocy 90km jest całkiem dynamiczny. Szybko reaguje na lekkie muśnięcia gazu, zachowując we wnętrzu ciszę przypominającą bardziej tę z Rolls Royce Phantom, niż ledwo zipiącej, na wysokich obrotach kosiarki. Jednak to nadal mały ekonomiczny silnik, dlatego wyścigi spod świateł to jedno z wielu miejsc gdzie nie zobaczycie Opla Corsy. 
Kiedy uda nam się z całą rodziną wyjechać z domu, pojawiają się stresujące pytania. Żona pyta o swoją ulubioną szczoteczkę do zębów, a mąż z kroplami potu na czole zastanawia się czy razem z całą kosmetyczką nie została na komodzie. Wtedy łatwo jest zjechać na przeciwległy pas, czy np. nie zauważyć w martwym polu auta. Na szczęście Opel zadbał również o profilaktykę. Nasze autko możemy wyposażyć w asystenta toru jazdy, system, który poinformuje nas o pojazdach w martwej strefie czy możliwej kolizji. Bardzo przydatny jest zestaw czujników parkowania, które wykryją krawężnik za autem lub żonę przed nim. Załóżmy hipotetycznie, że nasze Bałtyckie wczasy bardziej będą przypominały Syberię niż Rodos. Wtedy również z pomocą może przyjść Corsa. Oczywiście możemy wysuszyć w niej nasze skarpetki, ale to potrafił również zdecydowany król rodzinnych wycieczek- fiat 126p, dla znajomych maluszek. Atmosferę we wnętrzu mogą podgrzać fotele, a kierownica zapobiegnie odmrożeniu rąk. Jeśli natomiast nasze auto stało cały dzień na słońcu, kiedy szukaliśmy promocji w galerii, warto dodać, że w wyposażeniu seryjnym znalazła się klimatyzacja. W aucie znalazły się również pojemniki na chłodny napój, czy gorącą kawę. Zawsze pod gniazdo możemy podłączyć lodówkę
Tyle suchej teorii, czas na sprawdzian praktyczny:
Test wysokiej szpilki,
W Top Gear, na torze auta testował znany Stig. W Polsce mamy tylko kilka torów wyścigowych, dlatego czas na pustym idealnie przygotowanym torze jest mało istotny. Poza tym poruszamy się najczęściej w mieście, dlatego przyspieszenie auta od 0 do 50km/godz interesuje nas bardziej niż to do 100 km/godz chyba, że planujemy na 3 miesiące pożegnać się z naszym prawem jazdy. Podobnie jak w przypadku Stiga nasza tajemnicza kobieta w trosce o jej bezpieczeństwo, i czyhających na jej życie producentów aut pozostanie cichą niewiadomą. Możemy tylko zdradzić, że na jej widok drzwi same się otwierają, a niczym zorro pozostawia na wycieraczce po sobie znak. Przyspieszenie tego auta do 50km/godz określiła jako zadowalające po czym udała się na zakupy, dlatego wszystkich chętnych do sprawdzenia co to tak naprawdę oznacza wysyłamy na jazdę próbną.
Ile tak naprawdę urósł,
Dowiedzieliśmy się, że autko jest większe od poprzednika, w katalogu możemy przeczytać dokładne wartości. Jednak pozostaje pytanie, czy hipotetycznie uda nam się wcisnąć tam koszykarza bez przedwczesnego kończenia jego kariery… odpowiedź na to pytanie jest prosta- TAK. Nowy Opel naprawdę urósł, zarówno kolana nie wypchnęły przedniego siedzenia, a warto dodać, że kierowca również nie jest niski bo ma tylko 194cm. A Opel nie stał się kabrioletem, dlatego ten test możemy określić jako udany. 

Mierzący około 2m Wiktor zmieścił się w Oplu bez problemu, zarówno nad głową, jak i przed kolanami zostało jeszcze kilka cm.



Kiedy autokar drużyny koszykarskiej złapie gumę, w misji ratunkowej możemy wykorzystać Opla Corsę, ale jak podkreślają Panowie, najlepsze miejsce w tym aucie to miejsce z przodu za kierownicą. 



Kacper Dominiak i Wiktor Popławski, koszykarze Skierniewickiej „Ósemki”,  przeprowadzili test konsumencki Opla Corsy.

Kino samochodowe,
Kto z nas oglądając Amerykańskie filmy nie pomyślał, by razem ze swoją drugą połówką wybrać się na seans do kina samochodowego. Kiedy już się tam wybraliśmy często okazywało się, że repertuar nie koniecznie trafił w nasze gusta. Dlatego warto postawić sobie pytanie, czy można przerobić Opla w mobilne kino? W tym celu o pomoc poprosiłem Radną Młodzieżowej Rady Miasta Skierniewice- przy której działa sekcja kinowa, Julię Burian. Julia razem z „Panem z Opla”, miała obejrzeć film. Złącza i gniazda w Oplu sprawiły, że nie było to „mission impossible”. Julia wyszła zadowolona i nie uciekła od nas w popłochu, więc jeśli jesteście „kinomaniakami” to auto dla Was. 

Julia Burian, z Młodzieżowej Rady Miasta, razem z konsultantem ds sprzedaży Panem Cezarym Doroba, sprawdzała czy nowy Opel nadaje się do dalszych podróży.

Czy to auto na przeprowadzki?
Bagażnik tego małego autka miejskiego ma 265l. To wystarczająco dużo, by zmieścić w nim rakiety do tenisa, czy ulubione kije golfowe. Ale jak dobrze wiemy, mieszczą się one również do wózka golfowego, dlatego trudno powiedzieć, że ta informacja zadowoli ekipę od przeprowadzek. W aucie bez problemu zmieściła się ogromna walizka, dla modelki zmieniającej swój outfit kilka razy dziennie. Jednak czteroosobowa rodzina może mieć problemy by zmieścić swoje wszystkie walizki w bagażniku. Na szczęście po złożeniu siedzeń otrzymujemy aż. 1120l przestrzeni bagażowej. To powinno zadowolić każdego klienta „ikei”, o ile nie jest góralem, wtedy spadająca liczba „dudktów” w portfelu diametralnie może obniżyć jego poczucie szczęścia.
Podsumowując

Opel Corsa to ciekawe stylistycznie auto. Z zewnątrz prezentuje się bardzo dobrze, dlatego nie musimy stawiać go 5km od dyskoteki. Na szczególną uwagę zasługuje bardzo ładna stylistyka przednich reflektorów, oraz tylnych łudząco podobnych do większej astry.  W środku każdy, kto podróżował poprzednimi wersjami zauważy, że auto urosło. Sporo rozwiązań przyszło z wyższych klas, dlatego czasami możemy się zastanawiać czy to jeszcze Corsa czy już np. Astra. 


Nowy kształt reflektorów, z charakterystyczną łezką, to zdecydowanie jeden z najciekawszych elementów nowej Corsy, światła dzienne to w tym samochodzie standard. 

Nowy model powiększył się względem poprzednika, samochód ma aż 4021 cm długości i 1481cm wysokości. Dzisiaj zdecydowanie bliżej mu do wygodnego Opla Astry. 






Pojemność bagażnika to 265l, natomiast po złożeniu siedzeń, do dachu to aż 1120l. 

Jeśli zamierzamy wybrać się na zawody w łucznictwie czy też do naszego znajomego z Podhala Corsa to również mądry wybór... ostatecznie możliwe jest przerobić nasze auto do gry w „Darta”. ,Fotele z ISOFIX umożliwiają błyskawiczne wpięcie fotelika i jednocześnie składają się jednym ruchem błyskawicznie zwiększając przestrzeń bagażową kiedy będzie to potrzebne.


W wyposażeniu standardowym znalazło się, wspomagania kierownicy, manualna klimatyzacja, radio CD MP3, elektrycznie sterowane lusterka zewnętrzne i przednie szyby, poduszki powietrzne dla kierowcy i pasażera, poduszki boczne i kurtyny powietrza, centralny zamek.

Coraz częściej słyszymy o autopilotach testowanych i powoli wprowadzanych do aut, Opel nie zabiera przyjemności podróżowania kierowcy, jednak oddział asystenta parkowania do spółki z czujnikami dba o to, aby ostrzec kierowcę nawet przed czyhającym za rogiem krawężnikiem.
Wygodna, pokryta skórą kierownica, świetnie leży w dłoni, bez odrywania rąk kierowca może sterować zestawem audio i tempomatem

Nawet w najtańszej wersji wyposażeniowej zadbano o bezpieczeństwo podróżnych, oprócz poduszek powietrznych w standardzie znalazł się jeszcze min system ESP i ABS.

Pod maską znalazł się oszczędny miejski silnik benzynowy o pojemności 1.4l, którego moc to 90km osiągana przy 6000 obr.min który umożliwia dynamiczną jazdę nie tylko w mieście, ale również na trasie. Średnie spalanie tego auta w cyklu miejskim to 6.8l/100km, natomiast na trasie 4.3l/100km. 

W aucie nie można narzekać na brak schowków czy pojemników na napoje, nawet wymagająca Pani znajdzie miejsce na ulubioną szminkę czy okulary. W aucie oprócz typowego gniazda zapalniczki 12V, znalazło się złącze USB, które umożliwia szybkie podładowanie tabletu czy telefonu. Oprócz tego zachowujemy miejsce dla naszej lodówki czy nawigacji.



Opel Corsa to typowy miejski samochodzik, jego promień zawracania między ścianami wynosi 11m a to sprawia, że zawracanie nawet w ciasnych uliczkach nie stanowi dla kierowcy żadnego problemu.


Czy „jedzie” z nami pilot?

Mateusz Jackowski: Kiedy byłem małym chłopcem, tata kupił mi motorynkę. Od tego wszystko się zaczęło… Potem był Simson, na którym uczyłem się konstrukcji i działania silnika. Złapałem bakcyla i wciągnąłem się
Czy jedzie z nami pilot?
Mateusz Jackowski ze Skierniewic jest pilotem rajdowym. W rozmowie z Głosem opowiada o swojej karierze, i o nie zawsze łatwej współpracy ze swoim kierowcą. Opowiada,  jak umiejętność składania silnika może uratować skórę.
Jego przygoda ze sportami motoryzacyjnymi , na poważnie, rozpoczęła się pod koniec 2014 roku. Z Damianem Boncelą  wystartował w Konkursowej Jeździe Samochodowej w Tomaszowie Mazowieckim. Jak twierdzą fachowcy, udział KJS to najprostszy sposób, by zacząć się ścigać. Dla niewtajemniczonych KJS, to popularna impreza motoryzacyjna o charakterze otwartym dla kierowców nieposiadających żadnych licencji sportowych. Zgodnie z wytycznymi PZM: mówiąc o tych zawodach, nie można używać określeń rajd i zawodnik. To drugie pojęcie zastrzeżone jest dla osób z licencją sportową, z kolei rajd to zmagania zawodników.
Zatem Mateusz usiadł za kierownicą swojej rajdówki (fiata cinquecento), Mati został jego pilotem. Dziś Mateusz Jackowski  startuje razem z Pawłem Kubackim, a w fotelu Damiana zasiadam w "awaryjnych" sytuacjach.
Jak wygląda twoje przygotowanie do zawodów?
Zaczyna się godzinę przed wyjazdem, kiedy to w panice szukam jakiegokolwiek pustego zeszytu oraz działającego długopisu (śmiech). Praktycznie na każdym rajdzie dostajemy mapkę z trasą, według niej robimy później zapoznanie z trasą oraz jej dokładny opis. Opis zawiera instrukcje dla kierowcy (np. który zakręt może ciąć, a którego nie). Krótko, pilot musi dokładnie dyktować trasę a kierowca słuchać pilota, inaczej może skończyć się to „dzwonem”.
Jak wspominasz swój pierwszy start?
Mój pierwszy start to KJS Walentynkowy 2015 w Tomaszowie Mazowieckim. Pomimo bardzo dużego stresu przed startem wspominam go bardzo dobrze. Nie dość, że zamiast siedzieć przed komputerem spędziłem dzień poza domem, to jeszcze dostałem puchar za 3. miejsce w 1 klasie razem z Damianem Boncelą.
Mówisz, że ściganie się to twoje hobby. Czy to sposób „relaksu” dla każdego czy nielicznych?
Hmm... predyspozycje aby zostać pilotem ? Zeszyt, długopis oraz kask. No, i nie zapominajmy o kierowcy, kogoś przecież trzeba pilotować (śmiech). W niektórych imprezach wystarczy mieć ukończone 17 lat, a w innych niestety trzeba mieć co najmniej 18. Trzeba jednak wiedzieć, że rajdy to drogie hobby. Trzeba zapłacić wpisowe, w zależności od rangi imprezy. Koszt nierzadko zamyka się czterocyfrową liczbą. Rajdówka i laweta na wodę nie jeżdżą, za paliwo do nich także trzeba zapłacić. W przypadku rajdów kilkudniowych dochodzi do tego nocleg, wyżywienie...itp.
Aktualnie jeździsz razem z Pawłem Kubackim jego nissanem micrą.

Startujemy w okolicznych rajdach, np. w Łodzi czy też, u nas, w Skierniewicach. Paweł jest kierowcą który lubi ryzyko. Bardzo lubi "przytulać" się do różnych przeszkód. Szczerze powiedziawszy trochę bałem się z nim jeździć autem, które nie posiadało klatki bezpieczeństwa, ale nissan ostatnimi czasy zyskał taką klatkę, tak więc teraz strach minął. Wcześniej jeździłem razem z Damianem Boncelą jego fiatem cinquecento, prawie 100-konnym "pikaczu". Aktualnie Damiana pilotuje Przemek, a ja jeżdżę z nimi po prawie, że całej Polsce jako fotograf. 



Polak w salonie

Polacy statystycznie kupują auto 5 letnie, za około 20 tyś zł i najczęściej jest to Audi A4. Jednak na wielu stronach internetowych nadal najpopularniejszym przedziałem kwotowym jest ten do „5 tyś zł”. Tym bardziej cieszy, że sprzedaż nowych samochodów w 2015r. okazała się rekordowo wysoka. W naszym kraju sprzedano ponad 400 tyś nowych aut, czyli o ponad 30 tyś więcej niż w roku 2014. Patrząc na proponowane przez rząd pomysły obciążenia dodatkowymi podatkami właścicieli starszych aut, prawdopodobnie ta liczba będzie stale rosnąć.

Warto również zwrócić uwagę, że średnia wartość nowego auta wyniosła ponad 92 tyś zł. Kiedyś dla Polaka idącego do salonu najważniejsze było posiadać nowy samochód, możliwie jak najtaniej. Wyposażeniu dodatkowemu mówiliśmy stanowcze nie. W naszych głowach pojawiały się pytania, czy jest sens kupować klimatyzację na 2 miesiące w roku,  czy będę słuchał radia, czy ktoś kiedyś zapłaci mi więcej za auto, które ma tempomat. Dzisiaj sytuacja diametralnie się zmieniła. Zdajemy sobie sprawę, że zakup nowego auta to inwestycja na parę lat, Nowe auta szybko tracą na wartości, dlatego nie opłaca się sprzedawać ich po 3 latach, a to sprawia, że bardziej zastanawiamy się nad wyposażeniem dodatkowym. W tym momencie musimy pamiętać, że najbardziej opłaca się wybierać całe pakiety a nie „iluzorycznie oszczędzać” na pojedynczych elementach z lepszych pakietów wyposażenia, ponieważ w pakiecie poszczególne elementy kosztują około 30% mniej, niż oddzielnie, a tym samym stracimy, kupimy 10 elementów zamiast 30 i zapłacimy podobną kwotę.



wtorek, 2 sierpnia 2016

Wizyta w Raju,


Wielu zamachowców, głównie muzułmanów, dokonuje zamachów terrorystycznych z prostej przyczyny. Zabrzmi to może absurdalnie, ale męczeństwo, czyli śmierć za wiarę jest najszybszą, ekspresową drogą, żeby dostać się do tzw. Raju. Jak głosi Koran, na miejscu dla dzielnych wojowników Mahometa i spółki czekają po 72 dziewice na osobę. Nawet tacy ortodoksyjni teologowie islamscy, jak Al Ghazali (zm. 1111 n.e.) i Al-Ash’ari (zm. 935 n.e.) przyznawali, że w Raju dostępne będą przyjemności cielesne.

Jednak dla każdego, Raj, czyli pewnego rodzaju „Utopia”, miejsce idealne, będzie wyglądał inaczej. Dla mnie będzie to np. zbiór najlepszych w historii świata aut, dostępnych na wyciągnięcie ręki. Okazuje się jednak, że takie miejsce istnieje na ziemi. Nie trzeba być męczennikiem, ascetą, ba nie trzeba nawet codziennie rano się biczować, aby tam trafić. Wystarczy „jedynie” wnieść roczną opłatę członkowską. Infinitum Classic Cars zajmuje się wszystkim, dostajemy dopieszczonego klasyka, który nie przysporzy żadnych problemów.

W „Boskiej Komedii”, Dantego Alighieriego po piekle i czyśćcu oprowadzał Wergiliusz, rzymski poeta, autor Eneidy. Na prośbę Beatrycze, przeprowadza autora Boskiej komedii aż do granicy Raju Ziemskiego. Następnie, Beatrycze, ukochana Dantego, która po śmierci dostała się do Raju i stamtąd roztacza swoją opiekę nad ukochanym, sama jest jego przewodnikiem w Niebie. Ja również miałem swoich przewodników po Infinitum Classic Car i byli najlepsi, jakich tylko można było sobie wymarzyć, dysponowali niesamowitą wiedzą fachową, znajomością historii aut a przede wszystkich w ich żyłach płynęła wysokooktanowa mieszanka. Byli to:


Dominik Witkowski- dyrektor techniczny działu Classic Service, człowiek, który o każdym samochodzie wiedział wszystko, począwszy od jego historii, a skończywszy na liczbie Niutonometrów. Miał okazję przejechać się każdym z aut, dlatego oprócz suchych faktów przedstawiał, również konkretne emocje wypływające z kierowania klasykami.

Ewelina Celińska- koordynator działu Classic Car Club & Classic Events. Pani, która dokładnie planuje aktywność klubu i dba o to, aby żaden z klubowiczów nigdy nie dowiedział się czym jest nuda.

Na samym początku warto zdefiniować, czym tak naprawdę jest Infinitum Classic Car Club. Na stronie internetowej możemy przeczytać bardzo ciekawą definicję, Infinitum Classic Car Club stanowi odpowiedź na wszystkie możliwe pytania, jakie może zadać sobie osoba, która pała miłością do pojazdów mechanicznych z duszą. Brzmi to jak podstawy nowej religii, ale na myśl nie przychodzi żadne lepsze wyjaśnienie działalności klubu. W skład kolekcji wchodzi około stu wyjątkowych aut, które należą często do limitowanych serii, w przeszłości należących do znanych gwiazd i dygnitarzy. Aktualnie samochody są wypożyczane do sesji zdjęciowych czy filmów. Każdy członek klubu w ramach wniesionej opłaty, otrzymuje określoną liczbę punktów, którą może rozdysponować. Każdemu autu w kolekcji przypisana jest liczba punktów umożliwiająca wypożyczenie na jeden dzień. Istnieją dwa pakiety, w pakiecie tańszym do wyboru mamy auta ze stajni Mercedesa i Jaguara, natomiast pakiet droższy otwiera dostęp do najbardziej ekskluzywnych aut, od BMW, przez Porsche, na Alpinach kończąc. Punkty można również wydawać na udział w różnego rodzaju eventach organizowanych przez klub. Tyle nawiasem wstępu.
Jak działa klub?  
Klub, zajmuje się utrzymaniem klasyków w idealnym stanie, dzięki temu bez trudów i kłopotów związanych z posiadaniem klasycznego samochodu można takimi samochodami obcować bez zmartwień,  korzystając z rozległej floty wyjątkowych pojazdów . Klub jest również „biurem podróży”, które przy użyciu posiadanych samochodów organizuje fascynujące motoryzacyjne wyprawy w różne, ciekawe, wyjątkowe zakątki Polski.
Co najważniejsze samochodowe przygody to nie tylko ryk silników, pisk opon i zapach spalonej mieszanki paliwowo-powietrznej. To także okazja do poznania wspaniałych ludzi, oraz sposób na rozwój kulturalny, jaki niesie za sobą odkrywanie historycznych tajemnic tych regionów kraju, które położone są z dala od utartych turystycznych szlaków.
Ponad to, hybrydowe przedsięwzięcie oferuje światowej klasy serwis samochodów zabytkowych oraz takich, które mają dla swoich właścicieli wysoką wartość sentymentalną. Coraz popularniejsze stały się w Europie firmy, które np. klasyczne Jaguary czy Astony Martiny unowocześniają, tak by w klasykach znalazły się również współczesne rozwiązania, które zwiększą komfort podróżowania. Firma na życzenie klientów również wprowadza do ich aut podobne modyfikacje.
Specjaliści pomagają klientom znaleźć trudno dostępne części do ich ukochanych zabytków. Dzisiejszy świat jest w ciągłym pędzie, dlatego warto przejść na rzeczywistość trochę niedzisiejszą, analogową. Od tej „cyfrowej” różni ją mniej śpieszne tempo i więcej przestrzeni na refleksję, osobisty kontakt z człowiekiem. To świat prawdziwych emocji, pasji, nieskrępowanej wolności i doskonałości.   





Św. Piotr na bramie do Nieba najpierw pobiera opłatę…

W przypadku członkostwa w klubie nie można mówić o „dumie posiadania” klasycznego samochodu. Przynależność do Infinitum Classic Car Club otwiera przed klubowiczami szerokie możliwości bezstresowego korzystania z pojazdów minionych dekad motoryzacji.
Roczny abonament daje dostęp do wyselekcjonowanych pojazdów z kolekcji, ponad stu samochodów. Wybór spośród marek takich jak: Mercedes, BMW, Porsche, Jaguar, Volvo, Chevrolet, Alfa Romeo czy Alpina.
W skład kolekcji wchodzą samochody typowo sportowe, granturismo, limuzyny, oraz samochody terenowe z napędem na cztery koła. Popularne modele występują w kilku egzemplarzach, dzięki czemu w razie dużego zainteresowania danym pojazdem, pozostałe są dostępne dla innych klubowiczów. My osobiście nie mamy swoich ulubionych aut. Podróżowaliśmy każdym z nich i uważamy, że wszystkie są równie wyjątkowe. Jednym z najciekawszych aut, dostarczającym olbrzymiej frajdy na torze jest Alpina B8, ale chyba największą zaletą naszego klubu, jest fakt iż nie ma najczęściej dwóch jednakowych pojazdów. Są auta przed liftingiem i po liftingu, wersje europejskie na rynek japoński, w skład których wchodzą absolutne unikaty, typowe auta kolekcjonerskie. W przypadku „Alpin” mówimy o samochodach, których liczba na świecie mieści się w około 70. Szukamy aut w dobrym stanie, z pewną przeszłością, wybieramy i czasem udoskonalamy do nich części. To wszystko sprawia, że w kolekcji każdy znajdzie coś dla siebie. A co ważne dodania, auta są wymieniane, zastępowane coraz ciekawszymi modelami, kolekcja i liczba pojazdów, cały czas się zmienia. Co gwarantuje, że nigdy się nie znudzi. Samochody czyste i zatankowane są dostarczane klubowiczom pod drzwi, jeśli sobie tego życzą.
Wyprawy „Top Gear” stały się znakiem rozpoznawczym programu, dzisiaj trójka nieustraszonych starych prowadzących, buduje na ich fundamencie i renomie, nowy program „The Grand Tour”. Jednak wyjątkowe wyprawy to również znak rozpoznawczy Infinitum Classic Car Club.
“Żyj, podróżuj, miej przygody, błogosław innym i niczego nie żałuj.”
― Jack Kerouac




To motto przyświeca naszym wyprawą. Wyprawy opierają się na unikatowym założeniu… maksymalnej ilości doznań, przy minimalnej ilości zmartwień. Jedyne co należy zrobić to zarezerwować miejsce na jeden z dostępnych terminów, spakować walizkę oraz prawo jazdy i przygotować się na… przygodę życia. Nie jest to, co trzeba podkreślić, ani wyścig, ani rajd. Podróżujemy w długim konwoju, prowadzonym najczęściej przez pilota w Jaguarze XJ-S. Nasze auta mają swoje lata, i choć zostały szczegółowo odrestaurowane i są w idealnym stanie technicznym nie wykluczamy, że po drodze mogą przydarzyć się pewne małe awarie. Dlatego wzdłuż całej trasy rozmieszczone są zapasowe pojazdy, a nasi technicy stale towarzyszą konwojowi, by na bieżąco usuwać usterki. Możemy zagwarantować, że nasi goście zawsze będą mogli kontynuować jazdę i na własnej skórze doświadczyć prowadzenia od 5 do 6 samochodów z naszej kolekcji. Warto odwiedzić naszą stronę internetową i sprawdzić aktualne eventy, niedługo czekają nas „podchody” ze startem w Skierniewicach, zajrzymy m.in. do Żelazowej Woli. Warto również wspomnieć o wyprawie na Śląsk, który znany jest  z wyjątkowego piękna swoich krajobrazów, a także miejscem, na którym przez ostatnich kilkadziesiąt lat rozgrywano najbardziej znaczące i wymagające rajdy samochodowe. Trasa przebiega przez wiele dawnych i obecnych, rajdowych odcinków specjalnych oraz przez wiele niezwykłych tras widokowych, które co ważne podkreślenia nie są popularne wśród turystów i często przez nich odwiedzane. Dzięki temu oprócz pięknych widoków, wymagających tras, czekają nas puste drogi, na których w pełni możemy poczuć przyjemność z obcowania z klasycznymi autami.

„Panie Taksówkarzu z srebrnej strzały, ile na Okęcie?” W Polsce Mercedesy często kojarzą się jako auta taksówkarza, samochody z ogromnymi przebiegami i niezniszczalnym silnikiem. Dla wszystkich kierowców dostawczych aut prosto ze Stuttgartu również z karoserią, która przysparzała siwych włosów. 


Gottlieb Daimler i Karl Benz, Niemieccy pionierzy nie tylko udoskonalili i upowszechnili wynalazek silnika spalinowego, ale też stworzyli pojęcie „samochód”  jako produktu komercyjnego. Od początku XX w. samochody marki Mercedes budowały swoją renomę jako niebywale solidne i wytrzymałe, jednocześnie zaś stawiano na rozwój sportu motorowego (słynne „srebrne strzały”). Po II wojnie światowej Mercedes kontynuował budowę reprezentacyjnych sedanów, z których bardzo chętnie korzystały głowy państw, ale nie zapominał też o supersamochodach sportowych, jak 300 SL „Gullwing” z bezpośrednim wtryskiem paliwa. Najlepsze lata Mercedesa to czasy słynnej „beczki” W123 (1976-1983) i jej następcy – W124 (1984-1997). Z tego okresu pochodzą także znajdujące się w kolekcji egzemplarze klasy S, SL i G.”
My przyjrzymy się wybranym modelom z kolekcji ze srebrną strzałą na masce:
Mercedes-Benz 560 sel long, znany jako „Monster”. Klatka bezpieczeństwa, ogromny silnik, kubełkowe fotele, rury wydechowe podniesione i wyrzucone na bok auta. A to wszystko na niezwykle miękkim luksusowym podwoziu, daje gwarancję olbrzymiej frajdy z jazdy.
Mercedes-Benz G55 AMG
Specyfikacja:
Silnik: 5439 cm3/V8 benz.
Moc: 354 KM/530 Nm

V-max: 209 km/h
0-100km/h: 8,0 s


Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że istnieje, około 9 sztuk na świecie. Z zewnątrz: surowy, muskularny i czarny jak noc. W kabinie rozpieszcza najwyższą jakością skórą, o niepowtarzalnym zapachu. Pod maską: ośmiocylindrowy silnik 5.4 o mocy 476 KM, zbudowany ręcznie przez firmę AMG, o czym zaświadcza umieszczona w kabinie tabliczka z wygrawerowanym podpisem inżyniera odpowiedzialnego za ten egzemplarz. G55 AMG jest nie do pokonania nie tylko na szosie, ale też i w terenie: wyposażono go bowiem w trzy blokady dyferencjałów – centralną, tylną i przednią.


Do ciekawych detali trzeba zaliczyć oryginalne owiewki AMG (konieczne w Japonii), gumowe osłony poszerzające nadkola i dodatkowe miejsca umieszczone w bagażniku, bokiem do kierunku jazdy.
Mercedes-Benz R107 560SL
Specyfikacja:
Silnik: 5547cm3/V8 benz.
Moc: 231KM/402NM
V-max: 240km/h
0-100km/h: 7,7s
Rok produkcji: 1989
Przed SL-em (R107) stały inne cele niż przed jego poprzednikiem. Nowy samochód miał być większy, bardziej komfortowy, bezpieczniejszy oraz, co najważniejsze, bardziej dynamiczny. SL miał przeskoczyć do wyższej klasy i stać się kompromisem pomiędzy, właśnie kończącymi swój żywot, 4-miejscowymi kabrioletami serii W111 (280 SE 3,5) a małymi roadsterami serii W113 (230/250/280 SL "Pagoda"). Nowa konstrukcja, zaprezentowana w 1971, zdawała się spełniać te wymogi. W roku 1985, odświeżeniu palety silników towarzyszyło odświeżenie nadwozia. Zmienione zostały m.in. przedni zderzak, progi, wzory felg aluminiowych. W takiej formie R107 produkowany był do 1989. W tym roku zaprzestano wytwarzania tego bardzo popularnego modelu. Żywot R107 trwał aż 18 lat, jest to więc najdłużej, po klasie G, produkowany Mercedes w historii. Jego następcą został model R129, produkowany w latach 1989-2001.
Mercedes-Benz w126 Pullman
Specyfikacja techniczna w przypadku tego samochodu jest kwestią najmniej istotną. Auto dla Prezydenta, Dyktatora albo… Amerykańskiego potentata na rynku papieru.
Jego luksusowy charakter podkreślało wyposażenie nadwozia. Należała do niego m.in. deska rozdzielcza wyłożona wysokiej jakości materiałami, w tym również skórą, barwione szyby okien, zabezpieczające przed nadmiernym nagrzewaniem się wnętrza, elektrycznie opuszczane szyby, elektrycznie ogrzewana szyba tylna, elektryczne fotele przednie i tylne z pamięcią, elektryczne zagłówki, telefon, ASR, klimatyzacja i odtwarzacz VHS.
Przenieśmy się na chwilę na wyspy… Jaguar, „marka istniejąca od 1922 r., początkowo pod nazwą Swallow (jaskółka), później jako S.S., co wymusiło zmianę nazwy po II wojnie światowej na Jaguar Cars. Założycielem firmy był fan wyścigów motocyklowych i świetny inżynier, William Lyons. Po wojnie dopracował swoje najlepsze dzieło – rzędowy silnik 6-cylindrowy z dwoma wałkami rozrządu, który gwarantował jego samochodom znakomite osiągi i długowieczność. Różne wersje tej wielokrotnie modernizowanej jednostki napędowej przetrwały w samochodach Jaguar od 1948 do… 1992 r. Jaguar, mimo wielu perturbacji i zmian właścicielskich (od British Leyland, przez Forda, do Tata Motors), pozostał zawsze wierny temu, co robi najlepiej: epatujące dyskretną elegancją i angielskim szykiem samochody sportowo-luksusowe. Taki właśnie jest XJS z naszej kolekcji, a pod jego maską pracuje jedyny w swoim rodzaju angielski silnik 12-cylindrowy.”

Jaguar XJ-S
Specyfikacja:
Silnik: 5344cm3/V12 benz.
Moc: 295KM/415NM
V-max: 230 km/h
0-100km/h: 7,6s
Rok produkcji: 1989

Tylko Anglicy potrafią utrzymywać w produkcji jedno auto sportowe przez 21 lat. Zaprezentowany w 1975 r. i wytwarzany do 1996 r. XJS był faktycznym następcą legendarnego modelu E-Type. Od początku wyposażano go tylko w silnik dwunastocylindrowy, co w 1975 r. było odważnym posunięciem, mając na uwadze kryzys paliwowy z lat 1973-1974. Powstał na skróconej płycie podłogowej modelu XJ i z początku był nawet dostępny z manualną skrzynią biegów, ale tę opcję szybko wycofano. W ramach krótkiej dygresji, nazwa XJ początkowo oznaczała kolejną serię modeli Jaguara, oznaczającą limuzynę i coupé o oznaczeniach XJ6 i XJ12 oraz odrębny model sportowy, oznaczony XJ-S. Cyfra 6 i liczba 12 w nazwie, oznaczały liczbę cylindrów zastosowanego silnika. Mimo nieco innych, oznaczeń wewnętrznych, kolejne konstrukcje Jaguarów tej klasy również nazwano XJ. W latach 70. samochody dwunastocylindrowe stanowiły dużą rzadkość: realną konkurencję mogli przedstawić tylko Włosi. Niemcy na tyle bali się nowego modelu Jaguara, że z początku nie wydali mu homologacji, twierdząc, że ma… niedostateczną widoczność do tyłu za sprawą rozciągniętych tylnych słupków przesłaniających fragment tylnej szyby.
Już w 1980 r. dokonano pierwszych poważnych zmian, wprowadzając silnik 6-cylindrowy 3.6 i poprawiając sprawność silnika 12-cylindrowego. W 1987 r. dodano wersję z 6 cylindrami i skrzynią automatyczną, a w 1988 r. – kabrioleta, który z miejsca stał się przebojem.
Historia XJS-a skończyła się w 1996 r. po wyprodukowaniu 115 tys. pojazdów.
„Małymi krokami do perfekcji: to zawsze była dewiza Japończyków, Toyoty. Pierwsze samochody zbudowano jeszcze przed II wojną światową. Najlepszy samochód terenowy świata – Toyotę Land Cruiser. Jej fantastyczna dzielność, trwałość i łatwość napraw zapewniły Toyocie obecność na praktycznie każdym światowym rynku i z czasem przyczyniły się do wyparcia głównego rywala – Land Rovera. Drugą okolicznością, która wyszła Toyocie na korzyść okazał się… kryzys paliwowy roku 1973, kiedy to Koncern łączył rozsądne ceny z oszczędnością i niezawodnością, zawojował nie tylko Stany, ale także wiele innych rynków.”
Toyota Land Cruiser 40 Series- auto współczesnego hipstera  


Nie sposób w kilku zdaniach streścić ponad 60-letniej historii najlepszej terenówki świata. Toyotę Land Cruiser można znaleźć w najdalszych zakątkach globu – sprawdza się wszędzie tam, gdzie trzeba wykonać ciężki przewóz w jeszcze cięższych warunkach. Choć nazwa Land Cruiser odnosi się do kilkunastu generacji i trzech linii modeli (Prado, Station Wagon i Heavy Duty), to za najbardziej kultowy uważa się model J4 (1960-1986), który zbudował faktyczną renomę tego modelu. Gdy debiutowała seria J4, określenie „samochód terenowy” kojarzyło się jednoznacznie z Land Roverem, podobnie jak na buty sportowe mówimy „adidasy” czy małe pojazdy elektryczne, wózki golfowe, „melexy”. Z czasem jednak okazało się, że japoński off-roader jest po prostu lepszy i za sprawą korzystniejszej ceny, wyższej użyteczności, łatwości napraw i komfortu zaczął wypierać angielskiego rywala z jego naturalnego środowiska. Do napędu serii J4 posłużyły znakomite silniki serii F (benzynowe) i B/H (diesle). Dziś J4 ma status klasyka, a ceny zadbanych lub odrestaurowanych egzemplarzy nie spadają poniżej 20 tys. euro. W szczególności poszukiwane są nietypowe wersje nadwozia, jak np. pick-up. W Polsce bardzo dobrze zachowane J40 spotyka się nadzwyczaj rzadko, ale na szczęście ewentualną renowację ułatwia stała dostępność części – nawet oryginalnych.



Czas wybrać się z Krzysztofem Kolumbem, w daleką podróż do Ameryki. Aby tam przeżyć „amerykański sen” w najlepszym wydaniu. Logo, znane jako „bowtie” od ponad 100 lat można znaleźć, na małych samochodach miejskich, krążownikach szos, SUV-ach, pick-upach, ciężarówkach i samochodach sportowych. To właśnie te ostatnie wspomagały zawsze budowanie wizerunku Chevroleta jako marki, która stawia na dobre osiągi w rozsądnej cenie. Symbol amerykańskiej myśli technicznej. Prawdziwy król szos z krwi i kości. Żywa legenda. Jeden z dwóch najbardziej znanych sportowych Chevroletów, obok Camaro –Corvette, wytwarzana nieprzerwanie od 1953 r. W ponad 60-letniej już historii doczekała się siedmiu generacji, zawsze budowanych według prostej receptury: duży, ale niezbyt wysilony silnik i ramowa konstrukcja. W kolekcji znajduje się Corvette 4. generacji, pochodzące z lat 80., czyli szczytowych czasów mody na kształt klina.

Chevrolet Corvette C4 LT1
Specyfikacja:
Silnik: 5733cm3/ V8 benz.
Moc: 304KM/448NM
V-max: 250km/h ograniczona elektronicznie
0-100km/h: 5,4 s
Rok produkcji: 1996
Corvette zawsze zostawała z boku nurtu amerykańskich „muscle cars”. To na tyle rozpoznawalny, ale i odmienny od reszty, samochód amerykański, że w czasach współczesnych koncern General Motors utworzył dla niego oddzielną markę Corvette. Mimo upływu lat, wciąż charakterystycznymi cechami tego coupe są: nadwozie z tworzyw sztucznych osadzone na ramie i resor poprzeczny w tylnym zawieszeniu.

Czwarta generacja, czyli C4, zadebiutowała w 1984 r. i stanowiła całkowite zerwanie z tradycją znanego od 1963 r. modelu C3, znanego jako „Coke-bottle” (butelka coli) ze względu na stylizację. C4 reprezentowała lata 80. w pełnej krasie: miała seryjnie m.in. całkowicie elektroniczny zestaw wskaźników. Ze względu na normy emisji spalin, z silnika 5.7 V8 nie dawało się osiągnąć wysokiej mocy, co paradoksalnie dobrze wpłynęło na konstrukcję pojazdu – włożono więcej wysiłku w obniżenie masy, ulepszenie zawieszenia, układu kierowniczego i hamulców oraz w dopracowanie aerodynamiki. Z początku stosowano też nietypową skrzynię biegów: manualną 4+3, co polegało na tym, że na 2., 3. i 4. biegu można było załączyć nadbieg. Później jednak wprowadzono sześciobiegowy „manual” marki ZF. Znaczącej zmiany dokonano w 1992 r.: stary silnik L98 zastąpiła zupełnie nowa jednostka LT1 – na pierwszy rzut oka podobna, bo także o pojemności 5,7 l i z rozrządem OHV, ale wyraźnie dopracowana, rozwijająca moc aż o 50 KM większą (300 KM w miejsce 250). Wreszcie zapewniła ona Corvettcie osiągi, na jakie ten model zasługiwał: do 60 mil (96 km/h) Chevrolet rozpędzał się w mniej niż 6 sekund.
Produkcję zakończono w 1996 r. z wynikiem 366 tys. aut. Dziś zadbane egzemplarze C4 są wysoce poszukiwane ze względu na połączenie prostoty konstrukcji i dużej wytrzymałości mechanicznej z doskonałymi osiągami.
W ramach ciekawostki warto wspomnieć, iż Corvette C7 z numerem nadwozia 0001 została sprzedana na aukcji Barrett Jackson, za astronomiczną cenę 1,1 mln dolarów (ok. 3,5 mln zł). Należy zaznaczyć, że rynkowa cena Corvette kształtuje się na poziomie ok. 50 tys. dolarów.


Ferdynanda Porsche, można traktować jako jednego z ojców założycieli całej motoryzacji. Jego dziełem jest najpopularniejszy samochód wszech czasów: Garbus. Od 1948 r. wraz z synem Ferrym rozpoczął produkcję aut osobowych pod własnym nazwiskiem, skupiając się od początku na modelach sportowych. Wprawdzie pierwsze seryjne Porsche, czyli 356, bazowało w dużym stopniu na Volkswagenie, ale zdecydowanie odróżniało się od niego osiągami, poziomem komfortu i wykończeniem. Jednak dopiero model 911 z lat 60. zaprojektowany przez wnuka słynnego Ferdynanda pokazał prawdziwy potencjał samochodów Porsche. Ta linia modeli, uznawana przez wielu za najlepsze samochody sportowe świata, ma już ponad 50 lat i wciąż nie przestaje zadziwiać połączeniem fantastycznych wrażeń z jazdy z niezawodnością i użytecznością na co dzień. W historii Porsche nie brakowało także bardziej konwencjonalnych aut sportowych z silnikiem z przodu: to seria 924/944/968 i luksusowy model 928. Żadne z nich nie było takim przebojem jak 911, ale wszystkie łączy niezrównana jakość Porsche i perfekcyjne wyważenie.”
Prace nad następcą Porsche 356 rozpoczęły się już w latach 50-tych. Projekt Ferdinanda Porsche, walczył o wprowadzenie do produkcji z innym, naśladującym model 356. Wnuk założyciela marki przedstawił auto zarządowi w październiku 1959 roku i zdecydowano się go wprowadzić do produkcji. Niestety ilość innowacji zaczęła przewyższać konstruktorów.






Pierwsze Porsche 911, otrzymało niezależne zawieszenie wykorzystujące kolumny McPhersona, suchą miskę olejową, dzięki czemu silnik został umieszczony niżej oraz dwa wałki rozrządu. Liczba komplikacji konstrukcyjnych na tyle opóźniła pracę, że premiera modelu odbyła się dopiero na Salonie Samochodowym we Frankfurcie w 1963 roku, a seryjna produkcja ruszyła rok później. Co ciekawe, w pokazanym na targach egzemplarzu nie było silnika, a jedynie jego atrapa. Jeszcze dłużej na swoje sportowe auto czekali klienci z USA, którzy otrzymali pierwsze samochody dopiero w 1965 roku. Początkowo pojazd otrzymał oznaczenie 901, jednakże ochrona patentowa trzycyfrowego znaku z zerem w środku zarezerwowana przez Peugeota w latach 20-tych pokrzyżowała niemieckiemu producentowi szyki. Ostatecznie szef i syn założyciela marki, Ferry Porsche, zmienił cyfrę zero na jeden i w ten sposób powstała znana prawie każdemu nazwa Porsche 911. Było to podyktowane względami praktycznymi, gdyż nie trzeba było zmieniać całych emblematów. Mimo tego z fabryki wyjechały 82 samochody oznaczone numerem 901. Również numer 901, nie był dziełem przypadku. W momencie powstawania modelu marka rozpoczęła współpracę z Volkswagenem dotyczącą dystrybucji części oraz sprzedaży, a pierwsze wolne numery zaczynały się od 900.
Porsche 911 G-Modell



Specyfikacja:
Silnik: 3164cm3/B6 benz.
Moc: 231KM/284NM
V-max: 245km/h
0-100km/h: 6,1 s
Rok produkcji: 1986

Główną różnicą między pierwotnym modelem, a modelem G są duże zderzaki ostatnich 911stek, wykonane głównie z tworzywa sztucznego. Przednie kierunkowskazy zostały przeniesione z narożników ochraniacza w zderzaku. Z tyłu znajduje się między tylnymi światłami, ciągła czerwona odblaskowa taśmą z napisem "Porsche". W aucie znajduje się więcej zdradzających sportowe zacięcie detali, poszerzone błotniki przednie i tylne, dostosowane, zwiększające przyczepność szersze koła. Inne różnice w stosunku do konstrukcji pierwotnego modelu, to np. poszerzony rozstaw osi. W modelu G, postawiono generalnie większy nacisk na komfort podróżowania, co znajduje odzwierciedlenie w dodatkowym wyposażeniu. Elektryczne szyby, szyberdach i sterowany elektrycznie dach. Te liczne dodatki, wiązały się z umieszczeniem w kokpicie 911 w różnych miejscach przełączników, które nie są bardzo ergonomiczne, jak na współczesne standardy. Ta drobna wada została poprawiona w modelach 964 i 993rd.
Porsche 911 Carrera 993
Specyfikacja:
Silnik: 3600cm3/B6 benz.
Moc: 272KM/330NM
V-max: 267km/h
0-100km/h: 5,3 s
Rok produkcji: 1995
To ostatnie Porsche 911 z silnikiem chłodzonym powietrzem. Błękitny egzemplarz to model Carrera ze skrzynią Tiptronic, umożliwiającą błyskawiczną zmianę przełożeń za pomocą manetek na kierownicy. Z przebiegiem zaledwie 136 tys. km i wykończonym jasną skórą wnętrzem w idealnym stanie, to Porsche robi doskonałe wrażenie. W wyposażeniu znalazł się oczywiście wysuwany tylny spoiler: automatycznie przy 120 km/h lub przy użyciu specjalnego przycisku.
Czas odwiedzić naszych sąsiadów z Północy. Z czym kojarzy nam się Szwecja? Ikea, Abba no i oczywiście Volvo. Symbol solidności i bezpieczeństwa. Od początku, czyli od 1927 r. samochody tej marki były uznawane za wybór ludzi rozsądnych, wręcz konserwatywnych. Znane były z wytrzymałości na przebiegi nieosiągalne dla większości współczesnych im samochodów. Spora w tym zasługa niezniszczalnych silników benzynowych z serii „redblock”. Ale nie wszystkie modele Volvo były stateczne; nawet temu producentowi zdarzały się chwile szaleństwa, choć w pełni kontrolowanego. Za najpiękniejszy model Volvo uznaje się sportowe coupe P1800: zupełnym przypadkiem jest to zarazem samochód, który dzierży rekord przebiegu auta seryjnego – pewien mężczyzna z okolic Nowego Jorku przejechał swoim czerwonym P1800 dystans… 4,8 mln km. Ten sam model był też gwiazdą serialu „Święty” z Rogerem Moore’em. Wspaniałe P1800 pozostało jedynym klasycznym coupe w historii szwedzkiej marki.

VOLVO P1800 S
Specyfikacja:
Silnik: 1778cm3/ R4 benz.
Moc: 100KM/120NM
V-max: 190km/h
0-100km/h: 9,5 s
Rok produkcji: 1965

Początki P1800 nie były jednak tak łatwe: wprowadzenie tego modelu na rynek opóźniło się o 3 lata, ponieważ szwedzka firma nie mogła znaleźć kooperanta, który będzie produkował nowe coupe. Produkcja – a właściwie montaż – ruszył dopiero w 1961 r. w Wielkiej Brytanii w zakładach Jensena. W 1963 r. zwolniły się moce produkcyjne w Szwecji i cały proces przeniesiono do fabryki w Goteborgu: od tej pory samochód nazywał się P1800S (od Svenska – szwedzki).
Od samego początku w tym modelu stosowano takie nowoczesne rozwiązania jak elektrycznie włączany nadbieg i hamulce tarczowe z przodu, a w trakcie produkcji wprowadzono również elektroniczny wtrysk paliwa (w 1969 r.), tylne tarcze hamulcowe i automatyczną skrzynię biegów. Topowa wersja 1800E z silnikiem 2.0 osiągała moc 130 KM i rozpędzała się do 100 km/h w 9,2 s. Kariera modelu 1800 zakończyła się w 1973 r. po wyprodukowaniu 39 407 sztuk.





„Bayerische Motoren Werke oznacza Bawarską Fabrykę Silników. Do końca lat 20. XX w. budowała ona głównie samoloty (stąd motyw śmigła w logo) i silniki przemysłowe, a od 1929 r. – samochody osobowe na licencji Austina. Lata wczesnopowojenne były trudne dla BMW, które przegrywało konkurencję z Volkswagenem czy Borgwardem. Przełom nastąpił w 1962 r. z modelem 1500 Neue Klasse, który świetnie wyglądał, znakomicie jeździł i zapewniał szczyptę sportowych wrażeń. Od niego zaczęła się trwająca już ponad 50 lat dobra passa niemieckiego producenta, którego niezmiennym hasłem jest „radość z jazdy”. Lata 70. i 80. obfitowały w legendarne już dziś modele, łączące najwyższą solidność wykonania z doskonałymi osiągami. BMW zasłynęło przede wszystkim z konsekwentnego stosowania napędu na tylne koła (nawet gdy większość producentów postawiła na przedni) oraz z rzędowych silników 6-cylindrowych, uznawanych za najlepsze na świecie. Naszą kolekcję ozdabiają wspaniałe egzemplarze serii 5, 6, 7 i 8.” 




Pare ciekawostek (http://bmw-page.cba.pl/ciekawostki.html) Znakiem firmowym BMW są tzw. nerki, czyli podwójny wlot powietrza do chłodnicy, oraz rzędowe silniki sześciocylindrowe, choć te ostatnie w ostatnim czasie coraz bardziej są wypierane przez jednostki o czterech cylindrach. BMW produkuje rowery od prawie 60 lat. Logo BMW jest powszechnie uważane sa symboliczne przedstawienie kręcącego się śmigła lotniczego, ale taka interpretacja tego emblematu pojawiła się dopiero kilka lat po jego powstaniu. W rzeczywistości biało-niebieska szachownica to nawiązanie do flagi Bawarii.
BMW 850i
Specyfikacja:
Silnik: 4998cm3/V12 benz.
Moc: 300KM/450NM
V-max: 250km/h ograniczona elektronicznie
0-100km/h: 7,4sek
Rok produkcji: 1991

Idealnie zachowany egzemplarz w eleganckim kolorze Mauritiusblau to 12-cylindrowa wersja 850i z początku produkcji. Wnętrze wykonano z jasnoszarej skóry i ma oczywiście kompletne, działające wyposażenie, włącznie z takimi elementami jak elektrycznie regulowana kolumna kierownicy. Samochód został poddany elektronicznemu tuningowi sterownika skrzyni biegów, dzięki czemu może wykonać tzw. kick-down (redukcję) nawet o 3 biegi w dół. Posiada kompletny układ wydechowy niemieckiej firmy Eisenmann, wykonywany ręcznie – to najwyższa półka w dziedzinie produkcji wydechów. Dźwięk silnika na wolnych obrotach powoduje drżenie przedmiotów w okolicy. Ciekawostką są zupełnie nowe felgi: to jeden z ostatnich oryginalnych, nieużywanych kompletów do BMW serii 8. Wartych małą fortunę!
BMW e39 M5
Specyfikacja:
Silnik: 4941cm3/V8 benz.
Moc: 400KM/500NM
V-max: 250km/h ograniczona elektronicznie
0-100km/h: 5,3sek
To nie tylko pierwsze i jedyne M5 z silnikiem V8, ale także najmocniejszy, dostępny w Europie model BMW z manualną skrzynią biegów. Zmieniono technologię produkcji z ręcznej na taśmową, co spotkało się ze sprzeciwem najbardziej zagorzałych fanów M5, ale w rzeczywistości nie przełożyło się na spadek jakości, a pozwoliło na zwiększenie produkcji.
Pięciolitrowy silnik V8 serii S62 swoje 400 KM posyłał na tylną oś za pośrednictwem 6-biegowej, manualnej przekładni z wersji 540i. O lepszą przyczepność w zakręcie dba 25-procentowa „szpera” w tylnym dyferencjale. Szczególnie dużo uwagi poświęcono elektronice w służbie kierowcy. Wśród niezwykle nowoczesnych jak na koniec lat 90. elementów warto wyróżnić adaptacyjny układ kierownicy Servotronic oraz sportowy tryb pracy silnika (połączony ze zmianą reakcji układu kierowniczego), uruchamiany przyciskiem na konsoli. Powstało ok. 20,5 tys. egzemplarzy.




BMW L7 e38
Specyfikacja:
Silnik: 5379cm3/V12 benz.
Moc: 326KM/490Nm
V-max: 250km/h
0-100km/h: 6,8s
Rok produkcji: 1997

E38 cechują się wysokociśnieniowymi spryskiwaczami lamp głównych pojazdu, automatyczną regulacją poziomu oświetlenia lamp ksenonowych HID, nową obudową silnika, 14-głośnikowym systemem dźwięku (Stereo lub HiFi) i czterema subwooferami wraz z 6-płytową zmieniarką, nawigacją pokładową z wyświetlaczem formatu 4:3 lub 16:9 oraz czułymi na deszcz wycieraczkami szyb (dostępnymi jako opcja dodatkowa). Opcje dodatkowe uwzględniały (między innymi): automatyczny system kontroli klimatyzacji czterostrefowej z osobnym panelem kontroli dla kierowcy i pasażerów; system zapamiętywania maksymalnie trzech ustawień fotela kierowcy; regulację wysokości i napięcia pasów bezpieczeństwa; system sprawdzania ciśnienia opon; podgrzewana szyba czołowa, boczne rolety tylnych szyb; urządzenia video: TV, kamerę cofania, dodatkowy monitor dla pasażerów tylnej kanapy;


Jeśli nie wystarcza ci „zwykłe” BMW – Alpina ma coś dla ciebie. Początki były skromne: niejaki Burkard Bovensiepen opracował kolektor ssący z dwoma gaźnikami do BMW 1500 Neue Klasse w 1962 r. Produkt przyjął się tak dobrze, że już w 1965 r. rozpoczęto masową produkcję komponentów do podnoszenia mocy silników BMW. Od 1983 r. Alpina ma prawo posługiwać się oddzielną marką, modyfikując większość modeli bawarskiego producenta i oferując je pod własną nazwą. Ujmą dla Alpiny byłoby nazywanie jej jedynie tunerem BMW. Przez lata opracowano i wprowadzono do produkcji wiele rozwiązań wyprzedzających swoją epokę, m.in. podwójnie doładowany, rzędowy silnik 6-cylindrowy z modelu B10 BiTurbo (zbudowanym na bazie BMW serii 5 E34), diesla biturbo w modelu E39 czy elektronicznie sterowaną skrzynię automatyczną Switchtronic. Skala produkcji Alpiny nie jest duża, ale jej pojazdy słyną z połączenia osiągów z nienaganną jakością wykonania. Ozdobą naszej kolekcji jest Alpina B8, czyli BMW E36 z 4,6-litrowym silnikiem V8.”

BMW e36 ALPINA B8 4.6
Specyfikacja:
Silnik: 4619 cm3/V8 benz.
Moc: 333 KM/470 Nm
V-max: 280 km/h
0-100km/h: 5,6 s

Numer 31 z zaledwie 221 wyprodukowanych (w tym tylko 78 coupe) – ten samochód tylko na pozór wygląda jak E36 coupe po tuningu. W rzeczywistości został ręcznie zbudowany od nowa w firmie Burkarda Bovensiepena. Pod maskę trafił 4,6-litrowy silnik V8 o mocy 333 KM, co wymagało przeróbek podwozia. W tym egzemplarzu połączono go z manualną, 6-biegową przekładnią Getrag, tworząc prawdziwie torową maszynę. Kubełkowe fotele Recaro są zarazem sportowe, ale i na tyle wygodne, by móc w nich pokonać długą trasę. Włókno węglowe na masce to nie okleina – to faktycznie materiał, z którego ją wykonano. Sztywność nadwozia zwiększa rozpórka Wiechers. Od nowa stworzono także hamulce. Co ciekawe, samochód ma dłuższe przełożenie tylnego dyferencjału od M3, pozwala więc na bezstresową jazdę w trasie na 6. biegu przy rozsądnym zużyciu paliwa.
BMW e34 ALPINA B10 3.5/1
Specyfikacja:

Dyskretne zmiany z zewnątrz, większe w technice i niezwykle ekskluzywny charakter – te cechy zawsze wyróżniały samochody z logo Alpina, bazujące na standardowych modelach BMW, jednak mocno zmodyfikowanych przez firmę z Buchloe w Bawarii. W przypadku modelu B10 3.5/1 mamy do czynienia z powstałym w liczbie zaledwie 572 sztuk BMW E34 sedan o ulepszonym silniku i zawieszeniu. W jednostce napędowej o pojemności 3,5 l zmieniono tłoki na Mahle, podnosząc stopień sprężania i moc do 254 KM, przeprogramowano także moduł sterujący silnika i zamontowano kompletny, specjalny wydech Alpina. Zawieszenie B10 3.5/1 dostarczył Bilstein – jak zwykle, według dokładnych specyfikacji Alpiny. W kabinie pojawiły się fotele Recaro i obszyta skórą kierownica Momo. Nadwozie doposażono w rozbudowane, modne w latach 80. spoilery.



część materiałów pochodzi ze strony infinitum Classic Car oraz Wikipedii