Pasy donikąd,
czy to kolejny drogowy absurd, czy może jednak przykład zdrowego rozsądku?
Wczoraj wybrałem się z czworonogim przyjacielem
na spacer. Z nieba na nasze głowy lał się żar. Unikając patrzenia w słońce, zauważyłem coś intrygującego. Przechodząc koło ulicy Spokojnej, moją uwagę przykuło lekko oddalone od chodnika przejście dla pieszych. W tym
momencie narodziło się w mojej głowie pytanie, dlaczego? Czy
jeżeli
przejdę 50 cm
obok, to ktoś z tego
powodu ukarze mnie mandatem? Jaki jest sens robić pasy prowadzące na trawnik jakiegoś Pana, na którym co niektórzy wydeptali już ścieżkę. Zwłaszcza jeśli można było po prostu połączyć chodniki. Kto wie, być może osoba, która malowała pasy została pozostawiona bez nadzoru i miała dzięki temu rozwiązaniu bliżej po swoje drugie śniadanie. Mijały minuty i po chwili
zastanowienia doszedłem do
wniosku, że
sprawa nie jest taka jednoznaczna jakby mogło się wydawać. Porównałbym przedstawiony przykład do sytuacji kiedy pytamy przypadkowego przechodnia
o to czy np. pomysł
uzdrowiska, czy plaży w
rynku to absurd. Okaże się, że dla jednego to głupota, ale dla kogoś zupełnie innego genialne rozwiązanie. Przy okazji wymieni różne argumenty, czy też kontrargumenty na podparcie
swojej śmiałej tezy, by ostatecznie
stwierdzić, że dzięki danemu pomysłowi dzieci zyskają nowe miejsce atrakcji w
czasie wakacji. A przecież to
bardzo ważne, by
na pytanie znane z bajki Walta Disneya, „Phineas and Ferb” - „co dziś będziemy robić?”. Dzieci znajdowały lepszą odpowiedź niż grać na komputerze z nieznajomymi, czy demoralizować się pod sklepem. Ostatecznie tym
argumentem wygra każdą debatę, ponieważ to dzieci są nasza przyszłością. I tym sposobem wróciliśmy do punktu wyjścia. Być może i w tym wypadku istnieje
jakieś
logiczne rozwiązanie.
Po dłuższym namyśle wpadłem na pewien pomysł… - wyobraźmy sobie typowego pieszego z
torbą w ręku, okularach przeciwsłonecznych na nosie i słuchawkach na uszach, który powoli zbliża się w stronę pasów. Wydaje mi się, że kiedy pieszy widzi pasy,
reaguje jak kierowca który
widzi kawałek
prostej drogi. Uważa, że nic złego go nie może spotkać i wyłącza lampki ostrzegawcze,
zachowując przy
tym takt przebiegającej
przez drogi zwierzyny. Pasy są dla niego przedłużeniem chodnika. Oazą, w której nie czyha żadne niebezpieczeństwo. Czasem okazuje się, że nasz bohater się myli i w tym momencie jesteśmy świadkami przełomowego wydarzenia zmieniającego zdanie na temat
bezpieczeństwa na
drodze, a mianowicie WYPADKU. Niestety pieszy zapomina, że wchodząc na asfalt staje się w tym momencie gościem i jako gość powinien czekać na zaproszenie gospodarza. Natomiast
najczęściej
wciela się w rolę tajemniczego wędrowca, który wie, że czeka na niego miejsce przy
wigilijnym stole, stąd bez wewnętrznych dylematów, jest wstanie przerwać rodzinną atmosferę i wprosić się na wigilię. Wiedzą o tym najlepiej kierowcy, którzy z różnych uliczek przecinają drogę rowerą i chodnik na ulicy Armii
Krajowej. Tam doskonale zdajemy sobie sprawę, że widok rozpędzonego kolarza nie powinien nas zaskoczyć, jednak sytuację można porównać do publiczności przypatrującej się występowi iluzjonisty. Mimo, że spodziewamy się finału triku, to kiedy on
nadchodzi jesteśmy
zaskoczeni. Warto chociażby
wspomnieć „gwoździa programu” kilka dni temu w jednym z programów śniadaniowych. Na każdym kroku mierzymy się ze wzrokiem rozwścieczonego rowerzysty, któremu zaniżamy statystyki na endomondo,
ponieważ to właśnie przez nas musiał się zatrzymać, tracąc szansę by pokonać czas swojego znajomego. Większy problem jest z rolkarzem,
który
rozwiązywał właśnie w głowie traktat filozoficzny na
temat "czy jest bardziej pieszym z kółkami czy rowerzystą bez pedałów". A my naszym lśniącym autkiem, przerwaliśmy jego sielankową atmosferę wyraźnie wyprowadzając go z równowagi. Dlatego uważam, że to proste, lecz genialne w swojej prostocie rozwiązanie jest idealną receptą na tego typu problemy. Skłania w tym wypadku pieszego
do postawienia sobie sparafrazowanego Szekspirowskiego pytania „ wejść czy nie wejść o to jest pytanie”. A co najważniejsze cała sytuacja ma miejsce już za plecami czekającego na włączenie się do ruchu kierowcy. Dzięki czemu, kiedy kierowca
zastanawia się czy
nie wyjedzie komuś prosto
pod koła, może wyrzucić z tylu głowy myśli o rozpędzonym rowerzyście, który wykona kaskaderski skok
przez jego maskę. A
temat jest o tyle warty zainteresowania, że z dnia na dzień, w naszej najbliższej okolicy, powstają kolejne drogi rowerowe i chodniki, które odseparowują rowerzystów i pieszych, od innych użytkowników dróg. Jednak, kiedy nasze
interesy się
wzajemnie krzyżują, każdy chce w tym związku decydować. Kluczowe jest, by doceniać każde rozwiązanie, które częściowo pozwoli na uniknięcie domowych sprzeczek.
Dlatego, na koniec zwracam się z prośbą do drogowców by każde przejście, o ile jest to tylko możliwe do wykonania, było zlokalizowane względem chodnika czy drogi
rowerowej właśnie w ten sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz