poniedziałek, 18 lipca 2016

Czy w Skierniewicach trzeba uważać na "Jelenie" ?

Czy może drogowcy nie doceniają kunsztu jazdy skierniewiczan?

Kilka dni temu wybrałem się wraz ze znajomymi na wycieczkę rowerową dookoła Skierniewic. Kiedy wracaliśmy do domu od strony ulicy Działkowej czekało na nas ostrzeżenie, w Skierniewicach trzeba uważać na jelenie. Ale czy obawy drogowców dotyczące naszych umiejętności prowadzenia pojazdów nie wydają się Państwu przesadzone? Moim zdaniem, zdecydowanie tak, ale należało w tej kwestii dla spokoju własnego sumienia przeprowadzić śledztwo.

Richard Hammond znany dziennikarz motoryzacyjny, głównie jako współprowadzący do niedawna program Top Gear, napisał książkę.
Dokładniej mówiąc napisał ją już dość dawno wspólnie z Andy Wilmanem. "Tajemnice motoryzacji według Richarda Hammonda" bo to o niej mowa, zawiera bardzo ciekawy rozdział pt. " Jak poznać kierowcę nowoczesnego". Wszystkim, którzy czytali tę książkę, pragnę tylko szybko dodać, że nie mówię tego tylko dlatego, że to pierwszy rozdział. Autor stawia w nim pytanie, jak stary wyjadacz postanawia podzielić kierowców, których spotyka każdego dnia, na kilka grup, przydzielając im cechy charakterystyczne.

W swoim praktycznym poradniku wymienia, nieoznakowanego misiaczka, ekolożkę, właściciela psa, dziadka, dzieciaka, przedstawiciela handlowego, weekendowego zakupoholika czy weterynarza. Na pierwszy rzut oka z niektórymi typami możemy się zgodzić i szybko jak na kalce przenieść je do naszych realiów, jednak niektóre grupy wydają się lekko absurdalne, dlatego warto będzie wspólnie ustalić i przeanalizować sytuację w naszej okolicy.

Od czego by tu zacząć? Hmm... możliwe, że najlepszym rozwiązaniem będzie spróbować odszukać wśród spotykanych na co dzień osób wymienione grupy. Zaczniemy od nieoznakowanych misiaków.
Dlaczego od nich? Bo przecież każdy kierowca w Skierniewicach jadąc szybciej niż 50km/h na wiadukcie rozgląda się za srebrnym oplem insignia. Na samą myśl o tym aucie ogarnia nas strach. Są na drogach również kierowcy, którzy lubią ten strach wykorzystywać w celach humorystycznych. Nie tak dawno moja koleżanka opowiadała mi historię o tym, jak kolega odbierał ją z imprezy i odwoził do domu, właśnie we wspomnianym oplu. Otóż mimo, że na drodze można było poruszać się z prędkością 60km/h (były to godziny nocne), za dwójka naszych bohaterów uformował się spory korek, gdyż każdy z lękiem wypisanym na twarzy podchodził do próby wyprzedzania tego ogarniętego zła sławą auta. Samochodu na myśl, o którym żony płaczą, ponieważ zabrał ich mężom połowę pensji, a innych pozbawił ulubionego kawałka plastiku, znajdującego się w portfelu, których był dla nich azylem. Gwarancją i jednocześnie sposobem ucieczki z domu.

Weekendowy zakupoholik w przypadku naszego miasta oznacza szczególnego pacjenta. Można na drodze spotkać go najczęściej w czwartek lub sobotę. Jego znak rozpoznawczy to tablice rejestracyjne zaczynające się od "ESK", ale aby nas zmylić ukrywa się również pod "ES" czy "ELC". Co można o nich powiedzieć? Przede wszystkim są nieobliczalni, zawsze musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wrzucając lewy kierunkowskaz w miejscu, w którym wydaje nam się, że nie mogą zrobić nic innego jak jechać prosto, oni mogą zawrócić. Najgorzej, kiedy natkniemy się na nich na rondzie, wtedy nigdy nie jesteśmy bezpieczni. Nie powinno nas zaskoczyć, gdy jeżdżą dookoła na zewnętrznym pasie, czy skręcają z wewnętrznego nie patrząc czy na zewnętrznym ktoś nie porusza się prosto w ich kierunku.
Kiedy próbujemy robić zakupy, czujemy się jak mieszkańcy zatłoczonych azjatyckich miast. Jednak czy to źle? Wydaje się, że nie. Po pierwsze ze względu na zmniejszająca się drastycznie liczbę wolnych miejsc, mamy więcej okazji by się dotlenić przechodząc na drugą stronę miasta w poszukiwaniach własnego auta, niż gdybyśmy podjechali pod samą witrynę sklepową. Poza tym na drodze czeka nas wiele niespodziewanych sytuacji, przez co możemy zapomnieć o monotonii i poczuć dreszczyk emocji po raz kolejny gwałtownie wciskając z całej siły hamulec, delikatnie zaciskając dopiero co wyleczone zęby.

 Dzisiaj w domach wielu osób, na rodzinę nie przypada jeden samochód, a kilka, czasami nawet jeden na każdego członka. To sprawia, że coraz częściej na drogach możemy spotkać tzw. "dzieciaka". Trudno go jednoznacznie scharakteryzować. Rozdzieliłbym tą grupę na dwie podgrupy, które łączy wspólna cecha... brak doświadczenia. Nigdy nie wiesz co do końca zrobi, wkurzają go nauki jazdy mimo że sam jeszcze kilka dni temu ją jeździł. Wiele drogowych sytuacji go przerasta a mimo to uważa się za lepszego od starszych kierowców. A propos starszych kierowców... W połączeniu z kierowcami weekendowymi stanowią poważne zagrożenie. Na początku czerwca br. jadąc na widok, widziałem na skrzyżowaniu właśnie takiego Pana. Poruszał się starym oplem na czarnych blachach co oznacza, że nie lubi zmian. Jednak drogi się zmieniają, ruch jest coraz większy i ten sympatyczny Pan próbował skręcić w lewo, musiał w tym celu przepuścić wszystkich z naprzeciwka i zdążyć przed kierowcami którym za chwilę zmieni się światło. Widać w aucie było zaparowane szyby, emocje zdecydowanie wzięły górę, dlatego nasz bohater zamknął oczy i postanowił przeczekać nalot na środku skrzyżowania.

Jest jedna grupa kierowców, która w takich sytuacjach na CB radiu ma ubaw "po pachy". Są to zawodowi kierowcy, a wśród nich przedstawiciele handlowi. Widzieli tyle sytuacji drogowych, że już praktycznie nic ich nie zaskoczy. Szczerze nienawidzą każdego kto stanie im na drodze. Całe życie gdzieś jadą, wszelkie zatory i wolni kierowcy wywołują u nich dreszcze i palpitacje serca. Richard podaje, że w przypadku handlowców ich auto przypomina biuro i jest połączeniem garderoby, w której walają się koszule, z typowym gabinetem ze sprzętem IT. Nie lepiej jest u kierowców tira, gdzie często ciężarówka została przebudowana na przenośny dom. Kiedy widzicie ich na drogach, nie próbujcie im udowadniać swojej wartości, po prostu nie wchodźcie im w drogę.

Na razie zająłem się tylko kierowcami aut, ale na użytkowników dróg składają się również inne grupy, dlatego aby moja opinia miała moc w starciu ze zdaniem drogowców należy przyjrzeć się również pozostałym użytkownikom z którymi dzielimy drogę.
O asfalt musimy walczyć również z rowerzystami? Czy ich lubimy? Czy oni lubią Nas? Zastanówmy się ... Odpowiedź na to pytanie jest o tyle trudna, że często sami zmieniamy perspektywę z której patrzymy na tą relację. Rowerzysta na pewno myśli inaczej niż kierowca. Dla niego zakaz wjazdu oznacza jedź chodnikiem! Kiedy widzi korek sprawdza jak wytrzymałe są twoje lusterka, natomiast skręcając w lewo szczerze w myślach zastanawia się czy był dobrym człowiekiem i nikt nie wpadnie na pomysł by go w tym momencie wyprzedzić. Jeśli nie jedzie rekreacyjne, a z przymusu możemy mu jedynie współczuć. Musi wyjechać wcześniej, rano zmarznąć, by po południu skwierczeć jak skrzydełka kurczaka na grillu. Jest często przywiązany do swojego roweru, a kiedy postawi się na chwilkę uwolnić, po powrocie często czeka na niego samo koło lub rama.

Pozostańmy jeszcze w temacie jednośladów - MOTOCYKLIŚCI to dla wielu osób zmora. By ich nie obrazić od początku wyrzucimy z tej grupy gimnazjalistów poruszających się na śmiesznych skuterach czy motorowerach, których dźwięk ma więcej wspólnego z twoją kosiarką odpoczywającą w szopie niż z rasowym ścigaczem. Motocyklista to człowiek, któremu w żyłach płynie wysokooktanowa benzyna, właściwie oni tak mówią o sobie, inni bardziej złośliwi nazywają ich natomiast materiałem na dawcę. Poruszają się zakrzywiając światło o przebijaniu się przez barierę dźwięku nawet nie wspominając, o rura wydechowa dla wielu z nich okazała się zbyt wielkim obciążeniem i zakłócała aerodynamiczne kształty ich nowego kasku. Błyskawicznie pojawiają się i jeszcze szybciej znikają w lusterkach niczym David Copperfield, czy dziennikarze z mediów narodowych,  a jedyna ich cecha charakterystyczna to umiłowanie do sauny. Tak właśnie do sauny, trudno sobie wyobrazić, że ich czarny skórzany strój przypominający strój członków Hells Angels jest przewiewny i lekki już chyba szybciej uwierzymy, że burka chroni przed słońcem

Na sam koniec zostawiłem kierowców autobusów, którzy są najbardziej miłą grupą kierowców. Nawet kiedy wymuszają pierwszeństwo szybko dziękują, przez co nie sposób się na nich gniewać. Z precyzją szwajcarskiego zegarka wyposażonego w funkcję studenckiego kwadransa po raz setny przemierzają nasze miasto wzdłuż i wszerz. Jedyne niebezpieczeństwo z nimi związane to dzieci, które ich śliniące w blasku słońca solarisy traktują za bezpieczny bufor umożliwiający przejście na drugą stronę ulicy, z każdej możliwej strony, więc drodzy kierowcy i kwiecie polskiej młodzieży uważajcie! Tą edukacyjną informacją chciałbym skończyć temat

Czy właściwie przejść do podsumowania, które będzie receptą dla leniwych, którzy nie zdołali przeczytać mojego krótkiego poradnika. Morał, który z niego wypływa zawiera się w jednym słownie uważajcie. Wracając natomiast do pytania ze wstępu, uważam, że ostrzeżenia drogowców zostały umieszczone na wyrost. Dziękuję, za to że wspólnie rozwiązaliśmy tą sprawę, a pod zdjęciem możemy umieścić tabliczkę z podpisem mit obalony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz