Czy może drogowcy nie doceniają kunsztu jazdy
skierniewiczan?
Kilka dni temu wybrałem się wraz ze znajomymi na
wycieczkę
rowerową dookoła Skierniewic. Kiedy wracaliśmy do domu od strony ulicy
Działkowej
czekało na
nas ostrzeżenie, w
Skierniewicach trzeba uważać na jelenie. Ale czy obawy
drogowców
dotyczące
naszych umiejętności prowadzenia pojazdów nie wydają się Państwu przesadzone? Moim
zdaniem, zdecydowanie tak, ale należało w tej kwestii dla spokoju własnego sumienia przeprowadzić śledztwo.
Richard Hammond znany dziennikarz
motoryzacyjny, głównie
jako współprowadzący do niedawna program Top Gear,
napisał książkę.
Dokładniej mówiąc napisał ją już dość dawno wspólnie z Andy Wilmanem. "Tajemnice motoryzacji według Richarda Hammonda" bo
to o niej mowa, zawiera bardzo ciekawy rozdział pt. " Jak poznać kierowcę nowoczesnego". Wszystkim, którzy czytali tę książkę, pragnę tylko szybko dodać, że nie mówię tego tylko dlatego, że to pierwszy rozdział. Autor stawia w nim pytanie,
jak stary wyjadacz postanawia podzielić kierowców, których spotyka każdego dnia, na kilka grup, przydzielając im cechy charakterystyczne.
W swoim praktycznym poradniku
wymienia, nieoznakowanego misiaczka, ekolożkę, właściciela psa, dziadka, dzieciaka, przedstawiciela
handlowego, weekendowego zakupoholika czy weterynarza. Na pierwszy rzut oka z
niektórymi
typami możemy się zgodzić i szybko jak na kalce
przenieść je do
naszych realiów,
jednak niektóre
grupy wydają się lekko absurdalne, dlatego
warto będzie
wspólnie
ustalić i
przeanalizować
sytuację w
naszej okolicy.
Od czego by tu zacząć? Hmm... możliwe, że najlepszym rozwiązaniem będzie spróbować odszukać wśród spotykanych na co dzień osób wymienione grupy. Zaczniemy
od nieoznakowanych misiaków.
Dlaczego od nich? Bo przecież każdy kierowca w Skierniewicach
jadąc
szybciej niż 50km/h
na wiadukcie rozgląda się za srebrnym oplem insignia.
Na samą myśl o tym aucie ogarnia nas
strach. Są na
drogach również kierowcy, którzy lubią ten strach wykorzystywać w celach humorystycznych.
Nie tak dawno moja koleżanka
opowiadała mi
historię o tym,
jak kolega odbierał ją z imprezy i odwoził do domu, właśnie we wspomnianym oplu. Otóż mimo, że na drodze można było poruszać się z prędkością 60km/h (były to godziny nocne), za dwójka naszych bohaterów uformował się spory korek, gdyż każdy z lękiem wypisanym na twarzy
podchodził do próby wyprzedzania tego ogarniętego zła sławą auta. Samochodu na myśl, o którym żony płaczą, ponieważ zabrał ich mężom połowę pensji, a innych pozbawił ulubionego kawałka plastiku, znajdującego się w portfelu, których był dla nich azylem. Gwarancją i jednocześnie sposobem ucieczki z domu.
Weekendowy zakupoholik w przypadku
naszego miasta oznacza szczególnego pacjenta. Można na drodze spotkać go najczęściej w czwartek lub sobotę. Jego znak rozpoznawczy to
tablice rejestracyjne zaczynające się od "ESK", ale aby nas zmylić ukrywa się również pod "ES" czy
"ELC". Co można o
nich powiedzieć?
Przede wszystkim są
nieobliczalni, zawsze musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wrzucając lewy kierunkowskaz w miejscu, w którym wydaje nam się, że nie mogą zrobić nic innego jak jechać prosto, oni mogą zawrócić. Najgorzej, kiedy natkniemy
się na
nich na rondzie, wtedy nigdy nie jesteśmy bezpieczni. Nie powinno nas zaskoczyć, gdy jeżdżą dookoła na zewnętrznym pasie, czy skręcają z wewnętrznego nie patrząc czy na zewnętrznym ktoś nie porusza się prosto w ich kierunku.
Kiedy próbujemy robić zakupy, czujemy się jak mieszkańcy zatłoczonych azjatyckich miast.
Jednak czy to źle?
Wydaje się, że nie. Po pierwsze ze względu na zmniejszająca się drastycznie liczbę wolnych miejsc, mamy więcej okazji by się dotlenić przechodząc na drugą stronę miasta w poszukiwaniach własnego auta, niż gdybyśmy podjechali pod samą witrynę sklepową. Poza tym na drodze czeka
nas wiele niespodziewanych sytuacji, przez co możemy zapomnieć o monotonii i poczuć dreszczyk emocji… po raz kolejny gwałtownie wciskając z całej siły hamulec, delikatnie zaciskając dopiero co wyleczone zęby.
Dzisiaj w domach wielu osób, na rodzinę nie przypada jeden samochód, a kilka, czasami nawet
jeden na każdego członka. To sprawia, że coraz częściej na drogach możemy spotkać tzw. "dzieciaka".
Trudno go jednoznacznie scharakteryzować. Rozdzieliłbym tą grupę na dwie podgrupy, które łączy wspólna cecha... brak doświadczenia. Nigdy nie wiesz co do końca zrobi, wkurzają go nauki jazdy mimo że sam jeszcze kilka dni temu
ją jeździł. Wiele drogowych sytuacji go
przerasta a mimo to uważa się za lepszego od starszych
kierowców. A
propos starszych kierowców... W
połączeniu
z kierowcami weekendowymi stanowią poważne zagrożenie. Na początku czerwca br. jadąc na widok, widziałem na skrzyżowaniu właśnie takiego Pana. Poruszał się starym oplem na czarnych
blachach co oznacza, że nie
lubi zmian. Jednak drogi się zmieniają, ruch jest coraz większy i ten sympatyczny Pan próbował skręcić w lewo, musiał w tym celu przepuścić wszystkich z naprzeciwka i
zdążyć przed kierowcami którym za chwilę zmieni się światło. Widać w aucie było zaparowane szyby, emocje
zdecydowanie wzięły górę, dlatego nasz bohater zamknął oczy i postanowił przeczekać nalot na środku skrzyżowania.
Jest jedna grupa kierowców, która w takich sytuacjach na CB
radiu ma ubaw "po pachy". Są to zawodowi kierowcy, a wśród nich przedstawiciele
handlowi. Widzieli tyle sytuacji drogowych, że już praktycznie nic ich nie zaskoczy. Szczerze nienawidzą każdego kto stanie im na drodze.
Całe życie gdzieś jadą, wszelkie zatory i wolni
kierowcy wywołują u nich dreszcze i palpitacje
serca. Richard podaje, że w
przypadku handlowców ich
auto przypomina biuro i jest połączeniem garderoby, w której walają się koszule, z typowym gabinetem ze sprzętem IT. Nie lepiej jest u
kierowców tira,
gdzie często ciężarówka została przebudowana na przenośny dom. Kiedy widzicie ich na
drogach, nie próbujcie
im udowadniać swojej
wartości, po
prostu nie wchodźcie im
w drogę.
Na razie zająłem się tylko kierowcami aut, ale na
użytkowników dróg składają się również inne grupy, dlatego aby moja
opinia miała moc w
starciu ze zdaniem drogowców należy przyjrzeć się również pozostałym użytkownikom z którymi dzielimy drogę.
O asfalt musimy walczyć również z rowerzystami? Czy ich
lubimy? Czy oni lubią Nas?
Zastanówmy się ... Odpowiedź na to pytanie jest o tyle
trudna, że często sami zmieniamy perspektywę z której patrzymy na tą relację. Rowerzysta na pewno myśli inaczej niż kierowca. Dla niego zakaz
wjazdu oznacza jedź
chodnikiem! Kiedy widzi korek sprawdza jak wytrzymałe są twoje lusterka, natomiast
skręcając w lewo szczerze w myślach zastanawia się czy był dobrym człowiekiem i nikt nie wpadnie
na pomysł by go
w tym momencie wyprzedzić. Jeśli nie jedzie rekreacyjne, a
z przymusu możemy mu
jedynie współczuć. Musi wyjechać wcześniej, rano zmarznąć, by po południu skwierczeć jak skrzydełka kurczaka na grillu. Jest
często „przywiązany” do swojego roweru, a kiedy
postawi się na
chwilkę uwolnić, po powrocie często czeka na niego samo koło lub rama.
Pozostańmy jeszcze w temacie jednośladów - MOTOCYKLIŚCI… to dla wielu osób zmora. By ich nie obrazić od początku wyrzucimy z tej grupy
gimnazjalistów
poruszających się na śmiesznych skuterach czy
motorowerach, których dźwięk ma więcej wspólnego z twoją kosiarką odpoczywającą w szopie niż z rasowym ścigaczem. Motocyklista to człowiek, któremu w żyłach płynie wysokooktanowa benzyna,
właściwie oni tak mówią o sobie, inni bardziej złośliwi nazywają ich natomiast materiałem na dawcę. Poruszają się zakrzywiając światło o przebijaniu się przez barierę dźwięku nawet nie wspominając, o rura wydechowa dla wielu
z nich okazała się zbyt wielkim obciążeniem i zakłócała aerodynamiczne kształty ich nowego kasku. Błyskawicznie pojawiają się i jeszcze szybciej znikają w lusterkach niczym David Copperfield,
czy dziennikarze z mediów „narodowych”, a jedyna ich cecha charakterystyczna to umiłowanie do … sauny. Tak właśnie do sauny, trudno sobie
wyobrazić, że ich czarny skórzany strój przypominający strój członków Hells Angels jest
przewiewny i lekki już chyba
szybciej uwierzymy, że burka
chroni przed słońcem…
Na sam koniec zostawiłem kierowców autobusów, którzy są najbardziej miłą grupą kierowców. Nawet kiedy wymuszają pierwszeństwo szybko dziękują, przez co nie sposób się na nich gniewać. Z precyzją szwajcarskiego zegarka
wyposażonego w
funkcję „studenckiego kwadransa” po raz setny przemierzają nasze miasto wzdłuż i wszerz. Jedyne
niebezpieczeństwo z
nimi związane to
dzieci, które ich śliniące w blasku słońca solarisy traktują za bezpieczny bufor umożliwiający przejście na drugą stronę ulicy, z każdej możliwej strony, więc drodzy kierowcy i kwiecie
polskiej młodzieży uważajcie! Tą edukacyjną informacją chciałbym skończyć temat…
Czy właściwie przejść do podsumowania, które będzie receptą dla leniwych, którzy nie zdołali przeczytać mojego krótkiego poradnika. Morał, który z niego wypływa zawiera się w jednym słownie „uważajcie”. Wracając natomiast do pytania ze wstępu, uważam, że ostrzeżenia drogowców zostały umieszczone na wyrost. Dziękuję, za to że wspólnie rozwiązaliśmy tą sprawę, a pod zdjęciem możemy umieścić tabliczkę z podpisem „mit obalony”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz